Nie mam zamiaru nikogo obrażać. Ba, co więcej - szczerze uwielbiam mieszkańców stolicy. Jednakże odkąd zaczęłam studia i codziennie mijam warszawskie tłumy, zaczęłam dostrzegać pewne specyficzne zachowania. Nie powiem, obserwowanie ich sprawia mi ogromną przyjemność.
Godzina 7.40. Metro, stacja Centrum. Wielkie kolejki do ruchomych schodów, które dość sprawnie ustawiają się na stopniach. Połowa spośród moich współpasażerów ziewa, druga połowa sprawdza czas, żeby nie spóźnić się do pracy. Wychodzimy 'na powierzchnię' i nagle jakby czas stanął, albo chociaż jakby dzień wydłużył się o dodatkowy kwadrans. Wszyscy jak jeden mąż podchodzą do ludzi w czerwonych strojach i odbierają swój egzemplarz Metra. Wciąż nie jestem w stanie pojąć fenomenu tego dziennika.
Bardzo rzadko, o ile w ogóle, słyszy się słowo przepraszam w podziemnych przejściach. Kompletnie inaczej wygląda to natomiast w autobusach i tramwajach. Tam na każde, nawet delikatne muśnięcie kogoś dłoniom, ludzie odwracają się do siebie z wielkim uśmiechem i grzecznościami na ustach.
Muszę przyznać, że ludzie mają bardzo dobry styl. Wiem, że o gustach się nie dyskutuje, bo są gusta i guściki, ale... Naprawdę, najszczerzej i z głębi serca podziwiam! Idealne dopasowanie kolorów, deseni. Wiem, że jestem modowym profanem i ostatnią osobą, która miałaby oceniać co do czego pasuje, a co się z czym gryzie, jednak naprawdę: podobają mi się ci ludzie.
Warszawę podsumowuję jako kraj przepełniony uśmiechem, barwami i szelestem gazet.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz